Make up Favourites

Wiele z nas, kobiet, ma mnóstwo kosmetyków, całe szuflady i toaletki różnych różności do makijażu. Jednak niezależnie od ilości, głowę ...


Wiele z nas, kobiet, ma mnóstwo kosmetyków, całe szuflady i toaletki różnych różności do makijażu. Jednak niezależnie od ilości, głowę daje, że każda z nas i tak zawsze sięga po te same malowidła każdego dnia.
Dzisiaj zaprezentuję Wam moich makijażowych ulubieńców, bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Większość z nich prawdopodobnie znacie, ponieważ są one określone już mianem kultowych, a ja zdecydowanie obiema rękami i nogami się pod ich "kultowością" podpisuję. W moich ulubieńcach brakuje tylko bronzera, ponieważ przez większą część roku stawiam na róż, nie na skórę muśniętą słońce. Jednak w letnich miesiącach mam ochotę na opalony odcień cery, dlatego jestem w trakcie poszukiwań bronzera, który miałby idealny, ciepły odcień, posiadałby dobry skład i byłby nietestowany na zwierzętach. Jeśli znacie coś takiego - dajcie znać !

Większość z moich kosmetyków, to produkty o dobrych składach, nietestowane na zwierzętach, jednak nie wszystkie - jestem w trakcie "zużywania" tych kosmetyków i ponownie raczej do nich nie wrócę, ponieważ zmieniam całą moją pielęgnację oraz kolorówkę na bardziej naturalną. Cały czas poszukuję naturalnych alternatyw dla ulubionych produktów.





Na pierwszy ogień pójdzie mój podkład, a tak na prawdę koreański krem BB z firmy Dr. G Gowoonsesang Brightening Balm SPF 30 PA++ zmieszany w stosunku 1:1 z Dr. G Primer BB Protector SPF 38 PA++. Łączę te dwa kolory, ponieważ wtedy tworzą dla mnie kolor idealny - oddzielnie jeden jest zbyt ziemisty, a drugi zbyt ciepły. Jednak nie jest to jakaś wielka wada. Krem wygląda na twarzy przepięknie - jest jednym z tych kosmetyków, których na twarzy nie widać. Zastyga na twarzy, przez co jest bardzo trwały, ale nie tworzy efektu maski, bardzo daleko mu do tego. Ma piękne, świetliste wykończenie - cera nabiera zdrowego blasku. Dla skóry suchej, normalnej i mieszanej będzie idealny - tłusta cera nie będzie zadowolona.


Do utrwalenia kremu i delikatnego zmatowienia cery gorąco polecam puder bambusowy. Jest to puder transparentny, nie bieli i nie daje takiego "płaskiego" matu. Cera wygląda zdrowo, nie jest przytłoczona zbyt ciężkim pudrem. Wiem, że teraz jest moda na idealnie matową cerę, bez niewielkiego nawet połysku, ja jednak tego nie kupuję. Jestem za podkreślaniem naszej urody delikatnym makijażem, a nie zakrywaniem nim jej - nie podoba mi się zakrywanie twarzy warstwą podkładu i pudru.














Kolejnym krokiem w codziennym makijażu jest podkreślanie brwi. Moje z natury są bardzo delikatne, jasne i dosyć rzadkie, dlatego to dosyć ważny dla mnie krok. Od niedawna jestem posiadaczką pomady do brwi z Anastasia Beverly Hills w kolorze blonde i muszę przyznać, że całkowicie rozumiem zachwyty kierowane pod adresem tego kosmetyku. Pięknie i bardzo naturalnie podkreśla brwi, nie daje efektu przerysowania, długo się utrzymuje, nie rozciera się nawet przy wysokich temperaturach - jest to produkt wodoodporny.  Kosmetyk dosyć drogi, ale warty każdej złotówki na niego wydanej !





Teraz idziemy do oczu. Podstawą jest dobra baza pod cienie. Ja jednak takowej jeszcze nie znalazłam - czaję się na bazę z Too Faced, jednak najpierw chcę zużyć to, co mam. Nie będę Wam jej pokazywać, ponieważ to wpis z ulubieńcami, a tej "bazy" na pewno do ulubieńców zaliczyć nie mogę.





Nie ma makijażu oczu bez idealnie dobranych cieni dobrej jakości. Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką paletki Chocolate Bar od Too Faced i jedno mogę na jej temat powiedzieć. 

Nigdy nie miałam tak świetnych cieni:
1. Genialna pigmentacja.
2. Brak osypywania.
3. Nie rolują się, nawet po 8 godzinach noszenia makijażu ( inne cienie rolowały się po 4-5 godzinach ).
4. Cudownie pachną czekoladą ! 
Jedyną ich wadą jest cena, chociaż w przeliczeniu na jeden cień, ich cena jest równa cieniom z INGLOTA, których wcześniej używałam i ani trochę nie byłam zadowolona. Zdecydowanie polecam Wam paletkę czekoladową od Too Faced !



Tusz do rzęs jest niezbędny. Od kilku miesięcy używam tuszu od Lavera ( więcej na jego temat w tym wpisie ). Bardzo fajny i bardzo wydajny tusz, jednak przy wysokich temperaturach nie daje rady, jak się ostatnio okazało - niestety daje efektu pandy, czego po prostu nienawidzę. Na chłodniejsze miesiące jak najbardziej polecam, latem jednak się nie sprawdzi. Dlatego szukam dobrego następcy - jeśli znacie jakiś fajny, naturalny tusz do rzęs, najlepiej w kolorze brązowym, koniecznie mi napiszcie w komentarzu, będę niezwykle wdzięczna :).






Nadszedł czas na makijaż twarzy. W tym celu idealnie sprawdza mi się róż Down Boy i rozświetlacz Mary - Lou Manizer od theBalm. Kosmetyki obrzydliwie kultowe ! Świetna pigmentacja idzie w parze z ogromną trwałością, a to wszystko zamknięte w przepięknych opakowaniach w stylu Pin - Up.




Myślę, że kolejne słowa są zbędne, 
cały internet aż huczy na ich temat. 
Cena jest całkiem przystępna, a jakość niesamowita.
Jeśli chodzi o rozświetlacz, jest jedna wada -
 bardzo łatwo się kruszy. Ale cóż, kosmetyk 
nie stracił swoich właściwości, jest tylko 
"odrobinę" pokruszony. Zamierzam go 
jednak naprawić i moja Mary dalej będzie piękna !






Ostatnim krokiem są usta. Lecz to zmienia się w zależności od pory roku. Wiosną i latem stawiam na delikatne, różowe, lekko błyszczące pomadki, jak np. pomadko-błyszczyki od Celia z linii Celia nude, czy mój ostatni ulubieniec od firmy felicea.natural z tego wpisu.



Jesienią, bardzo przyjemnie używa mi się szminek w odcieniach jeżyny, bakłażanu i innych tego typu kolorów. Taka kolorystyka idealnie wpisuje mi się w cudowną, jesienną aurę, którą kocham najbardziej na świecie ! W tym okresie najchętniej używam szminki z Manhattanu z linii soft rouge lipstick w kolorze 920 berry balm. Oprócz typowo jesiennego koloru, pomadka ma piękne, nawilżające wykończenie z delikatnym połyskiem, przez co ust nie przesusza, co jest ważne w ciągu tak kapryśnej pory roku :).



Zimą stawiam na aksamitny mat w kolorze bardzo modnym w ostatnich sezonach, czyli w brązowawym, brudnoróżowym. Moja pomadka jest z firmy wet&wild, a kolor to E912C In the Flesh. Pomadka dostępna jest w szafach wet&wild w drogeriach Natura, a jej koszt to około 10 zł. Pomadka ma matowe wykończenie, jednak nie przesusza ona ust, co jest niezwykle rzadkie w matowych produktach do ust. Swoją trwałością również mnie zaskoczyła, biorąc poprawkę na jej cenę - przez co najmniej kilka godzin wytrzymuje w stanie idealnym !



To moje wybitne perełki makijażowe, 
za każdy z tych kosmetyków mogę ręczyć :
jeszcze żaden mnie nie zawiódł !

A jakie są Wasze ulubione kosmetyki ?
A może te wyżej wymienione produkty,
to nie tylko moje, ale również Twoje perełki ?
Daj znać w komentarzu !

Do następnego !


Share this post !

Related posts

7 komentarze

  1. Świetne kosmetyki, jestem bardzo ciekawa zapachu na zywo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czekoladową paletkę <3

    OdpowiedzUsuń
  3. faktycznie, niemalże same kultowe produkty przedstawiłaś, czyli jednak naprawdę są takie doskonałe. ;) sama na razie jestem w fazie testowania i szukania swoich faworytów, coś tam powoli się klaruje, ale ciągle jeszcze sprawdzam nowe opcje. ;)
    pozdrawiam.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tą szminkę Felicea w swojej kolekcji,to piękny kolor na codzień :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne masz kosmetyki :*

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, piękne kosmetyki, bardzo ładne kolory szminek no i ta paletka :)
    Pozdrawiam! http://nawiedzonadroga.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam The Balm! To chyba najlepsza firma kosmetyczna jaką znam. Mam kilka palet i spisują się rewelacyjnie. Minusem jest oczywiście cena jak dla marnej 19latki, ale zdecydowanie warte zakupu.

    OdpowiedzUsuń