Winter nutrition

Zima zawsze daje się we znaki mojej skórze, tej na ciele również. Niska temperatura na zewnątrz, po czym gwałtowna zmiana ciepła przy w...


Zima zawsze daje się we znaki mojej skórze, tej na ciele również. Niska temperatura na zewnątrz, po czym gwałtowna zmiana ciepła przy wejściu do domu, to na pewno nie jest spa dla naszego ciała. Ja sama mam problem z suchymi łydkami. Objawia się to do tego stopnia, że przy podrapaniu, robię sobie wzorki na białej, zbyt przesuszonej skórze. Jeśli masz taki sam problem, to ten wpis jest właśnie dla Ciebie!


Podstawą zdrowej i zadbanej skóry jest peeling. Przez wiele lat jedynym peelingiem, jakiego używałam namiętnie, był domowej roboty peeling kawowy, który był bardzo tani, bardzo skuteczny i szybki w przygotowaniu. Miałam kilka epizodów z gotowymi produktami (np. z tym lub z tym), z których byłam zadowolona i zamierzałam do nich wracać, ale jakoś nigdy nie składało mi się ich zamówić ponownie, gdy już się skończyły, więc summa summarum ten kawowy był u mnie regularnie stosowany. Ja, to jednak ja i pomimo tego, że mam już swój ulubiony kosmetyk tego typu, to i tak chętnie testuję coraz to nowe produkty, które mogę Wam polecić lub odradzić. W taki właśnie sposób w moje ręce wpadł cukrowy peeling do ciała od Alba 1913. Cukrowy peeling do ciała używam od kilku dni i muszę przyznać, że to naprawdę dobry kosmetyk. Ma bardzo bogaty, naturalny skład, który z pewnością bardzo troskliwie obejdzie się z podrażnioną, przesuszoną skórą. Jak sama nazwa wskazuje, jest to peeling cukrowy, więc jego głównym składnikiem jest cukier.


Sucrose(cukier), Cocos Nucifera Oil(olej kokosowy), Glyceryl Stearate SE(stearynian glicerolu-tworzy na skórze ochronny film zapobiegający odparowywaniu wody), Sesamum Indicum Seed Oil(olej sezamowy), Isodecyl Neopentanoate(neopentanonian izodecylowy-suchy emolient, wytwarza na skórze ochronny film), Limonene(limonen-znajduje się w skórce cytryny; odpowiada za jej zapach), Cera Alba(wosk pszczeli), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil(pomarańczowy olejek eteryczny), Citrus Limon Peel Oil(cytrynowy olejek eteryczny), Citrus Grandis Peel Oil(grejpfrutowy olejek eteryczny), Helianthus Annuus Seed Oil(olej z nasion słonecznika), Calendula Officinalis Flower Extract(ekstrakt z nagietka), Centella Asiatica Extract(ekstrakt z centella asiatica), Daucus Carota Sativa Root Extract (and) Daucus Carota Sativa Seed Oil (and) Beta-Carotene(macerat z marchwi), Tocopheryl Acetate(witamina E), Ascorbyl Palmitate(witamina C), Lecithin(lecytyna-opóźnia procesy starzenia), Linalool(odpowiedzialny za zapach konwalii), Citral(zapach cytryny)

Konsystencja peelingu jest przyjemna-nie za gęsta, nie za rzadka. Myślę, że mogę ją przyrównać do pasty. Dobrze się go używa, nie spływa, a skórę ściera doskonale. Zapach jest cytrusowy, odświeżający, ale mimo to, kojarzy mi się z zimową porą, ponieważ jest również ciepły i taki otulający. To niewątpliwie jego ogromny atut. Jego jedyną wadą w mojej opinii jest wydajność. Niestety bardzo szybko się zużywa. W sumie to może być zarówno wadą, jak i zaletą, ponieważ to naturalny kosmetyk, bez sztucznych konserwantów i jego data ważności jest krótsza, niż tych drogeryjnych mazideł. Niestety cena kosmetyku nie zachęca, ponieważ wynosi ona 125zł/200g. Jeśli jednak lubicie naturalne kosmetyki i dysponujecie odpowiednią ilością gotówki, to gorąco polecam-nie rozczarujecie się!




Peeling nie jest produktem, który koniecznie trzeba kupić, ponieważ peeling kawowy, o którym wspomniałam wcześniej, naprawdę daje radę, a jest dużo tańszą alternatywą, ponieważ robimy go sami z rzeczy dostępnych w każdym domu. Jednak odpowiedniego balsamu/masła/kremu do ciała nie ukręcimy sami w domowym zaciszu (no, chyba, że macie mini laboratorium :)). Masło do ciała to mój ulubiony pielęgnacyjny kosmetyk w okresie zimowym. Obecnie idealnie sprawuje się odżywcze masło tej samej marki.

 Butyrospermum Parkii Butter (masło shea) , Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy),  Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z pestek słonecznika), Calendula Officinalis Flower Extract (wyciąg z nagietka lekarskiego), Centella Asiatica Extract (wyciąg z centella asiatica), Lavandula Hybrida Oil (olejek lawendowy), Melissa Officinalis Leaf Oil (olej z melisy), Daucus Carota Sativa Root Extract (wyciąg z kasztanowca zwyczajnego) (and) Daucus Carota Sativa Seed Oil (olej z nasion dzikiej marchwi) (and) Beta-Carotene (beta-karoten), Tocopheryl Acetate (octan tokoferylu-witamina E w formie suplementu), Ascorbyl Palmitate (palmitynian askorbylu-witamina C rozpuszczalna w tłuszczach), Lecithin (lecytyna sojowa), Linalool, Geraniol, Limonene, Citronellol, Citral


Masło jest bardzo gęste, ma formę...no cóż, masła. Ale pod wpływem ciepła naszej skóry, zamienia się w półpłynny olejek, dzięki czemu bardzo przyjemnie wmasowuje się w go w skórę. Nawilżenie jest wyczuwalne nawet kolejnego dnia po umyciu. Jeśli macie jakieś delikatne przebarwienia na nogach, np. po płytkich zacięciach maszynką przy goleniu, masło delikatnie je rozjaśni, dzięki zawartej w nim witaminie C. W składzie znajdziemy mnóstwo maseł i olejów naturalnych, dzięki czemu kosmetyk idealnie sprawdzi się przy suchej skórze. O ile skóra mojej twarzy i ogólnie ciała jest normalna, to nogi zimą mam zawsze suche, a przy tym kosmetyku, biała z przesuszenia skóra staje się tylko wspomnieniem! Oprócz świetnego działania, kosmetyk ma przepiękny, ciepły zapach cytrusów-taki sam jak peeling. Kojarzy mi się z relaksem i końcem dnia. Jego wydajność jest dosyć przeciętna. Nie kończy się zanim się obejrzymy, ale też nie jest to kosmetyk z cyklu 'neverending story'.. To jest lekki minus, ponieważ masło, tak jak peeling, jest kosmetykiem drogim. Kosztuje 125zł/200g, Latem na bank nie będę go używała-jest zbyt ciężki, mógłby spływać z ciała w trakcie upałów. Ale jesień, zima i wczesna wiosna na pewno będą należały właśnie do tego masła!



Oprócz kosmetyków używanych po kąpieli, ważne jest też to, co stosujemy w jej trakcie. Jeśli macie skórę naprawdę suchą, wrażliwą lub atopową, warto jest zwrócić uwagę na kosmetyk myjący. Pewnie się nie zdziwicie, gdy polecę Wam kolejny naturalny kosmetyk, tym razem firmy, która pierwszy raz pokaże się na mojej stronie. A mowa o  energetyzującym żelu pod prysznic z jabłkiem i żurawiną od Zielonego Laboratorium. W kosmetyku, w trakcie użytkowania możemy wyczuć delikatne, ale naprawdę baaardzo delikatne drobinki peelingujące, którymi jest...żurawina. Produkt nie zawiera agresywnych SLS-ów, SLES-ów, a jedynie naturalny, delikatny środek myjący, który nazywa się Sodium Cocoamphoacetate. Po polsku jest to sól sodowa kondensatu kwasów oleju kokosowego ze zhydrolizowaną keratyną. Emulguje ona zanieczyszczenia, pot, kurz i martwe komórki naskórka, które są osadzone w sebum, ale samego sebum nie narusza, dzięki czemu nie pozbawia skóry ochronki lipidowej, która zapobiega nadmiernemu wyparowywaniu wody z naskórka. Oprócz tego czynnika, żel zawiera glicerynę roślinną, sok jabłkowy, olej słonecznikowy i inne oleje, które pielęgnują naszą skórę. Kosmetyk dobrze się pieni, dzięki czemu jest wydajny. Jego zapach jest cudny. Autentycznie pachnie jabłkiem i żurawiną. Szczerze polecam! Żel może nie jest najtańszy wśród wszystkich kosmetyków do mycia ciała, ponieważ za 250 ml zapłacimy 38 zł. Ale jak wspomniałam, przekłada się to na wydajność. A jeśli do mycia ciała używacie np. ręczniczków peelingujących albo rękawic bambusowych, również peelingujących, to wystarczy użyć kroplę wielkości orzecha laskowego, by oczyścić całe ciało. Osoby, które nie mają problematycznej skóry na ciele obejdą się bez niego. Niestety, kosmetyki o dobrych, naturalnych składach z wysokiej jakości składników nie są najtańsze, z czym się liczyłam przechodząc na taką pielęgnacje. Używam go zimą, gdy skóra ma hardcore'owe warunki do życia i bankowo wrócę do niego latem, kiedy jakieś 90% ciała będzie odkryte i narażone na działanie słońca, czy wody (zarówno morskiej, jak i chlorowanej).




Takie drobinki żurawiny znajdziemy w kosmetyku. 

Słyszeliście o którejś z tych firm?
Jakie macie podejście do naturalnej pielęgnacji?
Dajcie znać w komentarzach!


Do następnego!


Share this post !



Follow

Related posts

6 komentarze

  1. Fajnie, bo produkty są naturalne, ale cena... Duży koszmarek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety naturalne kosmetyki są droższe, niż te, które znajdziemy w drogerii. Ale z drugiej strony, znam osoby, które mają np. 3-5 niewykorzystane masła/balsamy do ciała z drogerii. Jakby w sumie tak podliczyć, ile razem kosztowały, podejrzewam, że cena byłaby zbliżona do cen kosmetyków naturalnych :) Także zależy jak kto na to patrzy :) Ja denkuję jeden kosmetyk, dopiero później sięgam po drugi :) I nie zauważyłam, żeby mój portfel bardziej się skarżył niż zwykle :)

      Usuń
  2. Mam dokładnie ten sam problem z łydkami! Może powinnam wypróbować Twoją rekomendację. Choć na razie mega cieszy mnie ciasteczkowe masło z Biolove. Ma dobry skład i pachnie obłędnie. Jeśli nie próbowałaś jeszcze, to polecam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marka Biolove już od dłuższego czasu widnieje na mojej wish liście kosmetyków do przetestowania :D

      Usuń
  3. Kosmetyki wydają sie naprawdę świetne :) ale jednak za drogie :(
    OnlyDreams

    OdpowiedzUsuń