Skin care #spring edition

Zima, to ciężki okres dla naszego organizmu, a zwłaszcza skóry. Niskie temperatury, mroźny wiatr, czy brak słońca nie skłaniają nas do...


Zima, to ciężki okres dla naszego organizmu, a zwłaszcza skóry.
Niskie temperatury, mroźny wiatr, czy brak słońca
nie skłaniają nas do przebywania na zewnątrz. Przez to, nasza skóra po zimie
często jest poszarzała, pozbawiona blasku i witalności,
wygląda niezdrowo, jest przesuszona.
To wszystko wynika m.in. z niedotlenienia cery,
czy też zbyt dużej warstwy rogowej naskórka.

Przez zimę nam to jednak nie przeszkadza,
jednak wiosną, kiedy wszystko nabiera kolorów, natura budzi się do życia,
my też pragniemy rozkwitnąć i pokazać piękną, zadbaną cerę :) .

W tym wpisie podpowiem Wam, jak przywrócić naszej cerze
blask i zdrowy koloryt. Wystarczy kilka domowych, łatwych i szybkich
zabiegów, aby przywrócić skórze witalność :).



--> Pierwszym krokiem na drodze do przywrócenia cerze blasku jest peeling.
Na rynku dostępne są peelingi ziarniste oraz enzymatyczne.
Ja zdecydowanie jestem zwolenniczką tych drugich. Może efekty
nie są tak spektakularne po pierwszym użyciu, jak przy peelingach ziarnistych,
jednak przy regularnym stosowaniu, już po tygodniu twarz jest odmieniona -
rozjaśniona, powierzchniowe przebarwienia zredukowane, a skóra wygładzona.
Po dłuższym okresie można zauważyć redukcję zaskórników.
W mojej opinii, najlepsze są peelingi enzymatyczne,
które sami przygotowujemy mieszając je z wodą, lub jakimś hydrolatem.
Jeśli chodzi o enzymy, to najbardziej aktywne są przygotowane na świeżo.
W innym wypadku, enzymy "trawią", zjadają siebie nawzajem,
przez co ich aktywność spada :).
Ja obecnie używam tego peelingu ze strony e-naturalne.
Mieszam go z hydrolatem oczarowym i dodaję 2-3 krople
lawendowego olejku eterycznego, który ma właściwości antybakteryjne.
Nakładam go na twarz na około 15-30 minut, następnie
zmywam ciepłą wodą. Używam go około 3-5 razy w tygodniu.
Skóra jest odświeżona, rozjaśniona, nabiera blasku i wygląda o wiele zdrowiej :).



Czasem jednak się zdarza, że potrzebuję delikatnego, mechanicznego złuszczenia.
Wtedy z pomocą przychodzi mi moja szczoteczka do mycia twarzy Skinvigorate
od Mary Kay. Jej delikatne włosie bardzo przyjemnie masuje,
jednocześnie pobudzając odpowiednią cyrkulację krwi.
Bardzo dobry zakup. Jeśli zastanawiacie się nad kupnem tego,
lub podobnego gadżetu, gorąco polecam - nie zawiedziecie się :).



--> Kolejnym etapem jest odżywianie skóry, najlepiej w formie
maseczek pielęgnacyjnych. Osobiście, gorąco polecam maseczki algowe,
zwłaszcza spirulinę.



Jest to zielona mikroalga w formie drobnego
proszku. Bardzo przyjemnie się rozrabia. Używam jej około 2-3 razy w tygodniu,
bezpośrednio po peelingu :). Pięknie oczyszcza skórę, zapobiega powstawaniu
zaskórników, rozjaśnia i odświeża. Efekty widać już po kilku użyciach.


Jeśli lubicie glinki, to musicie wypróbować
marokańską glinkę Ghassoul.
Moja jest z firmy Organique, ale znajdziecie
ją również na stronach z półproduktami
kosmetycznymi ( np. e-naturalne ).


Jest to glinka stricte oczyszczająca,
idealnie sprawdzi się u osób z cerą tłustą,
problematyczną, czy trądzikową.
Przepięknie odświeża, przy dłuższym stosowaniu redukuje
ilość zaskórników.
Nie zapominajcie również o maseczce z węgla aktywnego na problemy
z zaskórnikami, którą przedstawiłam Wam w tym wpisie :) .


Inną godną polecenia maseczką, tym razem nawilżającą
jest miodowa maseczka z polskimi ziołami od firmy The Secret Soap Store
Więcej na jej temat tutaj :).



Kolejną gotową maseczką
o świetnym, naturalnym składzie jest
maseczka od firmy Orientana z algami
filipińskimi i aloesem.
Naturalny jedwab, który nasączony
jest wyciągami z alg i aloesu, wzbogaconymi
o biopeptydy tworzy idealny kompres
dla zmęczonej i pozbawionej witalności
skóry twarzy. Skóra jest po nim zrelaksowana,
odprężona i uspokojona. Idealnie nadaje się dla cery przesuszonej,
naczynkowej, wrażliwej.
Gorąco Wam ją polecam !


Oprócz maseczek, warto zainwestować w coś, co możemy
używać codziennie pod makijaż - jakiś krem, czy olejek.
Ja osobiście polecam olejki, najlepiej w 100% czyste, bez żadnych dodatków.
Obecnie używam trzech olejków na zmianę w zależności od tego,
czego potrzebuje moja skóra. Olejki trzeba dobrać indywidualnie,
a żeby to zrobić, należy zapoznać się z rodzajami olejów i tym,
do jakiej cery dany olej się nadaje. Tego typu informacje znajdziecie
w tym wpisie.
Aplikacja olejów również jest bardzo ważna. W moim przypadku najlepiej
sprawdza się wymieszanie kilku kropli olejku z odrobiną 1% żelu
z kwasem hialuronowym. Cała mieszanka błyskawicznie się
wchłania, a sam kwas hialuronowy bardzo ładnie nawilża skórę.
Jeśli jednak wolicie kremy, to z czystym sumieniem
mogę Wam polecić kremy od Sylveco, zwłaszcza lekki krem nagietkowy
i lekki krem brzozowy.


Obu kiedyś używałam i oba idealnie nadają się pod makijaż.
Krem nagietkowy jest odrobinę bardziej treściwy, najlepiej sprawdzi
się u osób z cerą suchą i normalną. Natomiast krem brzozowy będzie
idealny dla osób z cerą problematyczną i tłustą :). Oba kremy wchłaniają się
w błyskawicznym tempie, nie pozostawiają
tłustej warstwy.


--> Aby pozbyć się szarego kolorytu cery, należy ją rozjaśnić.
W tym celu najlepiej sprawdzi się serum z witaminą C. I znowu, możecie
zakupić gotowy produkt, ja jednak polecę Wam sporządzenie takiego serum
w domowym zaciszu. Na stronie e-naturalne dostaniecie gotowy zestaw,
w którym macie odmierzone już wszystkie składniki, wystarczy je tylko
wymieszać :).
Można tę witaminkę również kupić na stronie z półproduktami
 i dorzucić do maseczki, kremu, czy peelingu.
Jeśli wolicie domowe sposoby, to
bardzo fajną opcją jest tonik z sokiem
z cytryny. Oczywiście trzeba z nim uważać,
żeby cera nam się nie przesuszyła.
Ale jeśli macie pod ręką wcześniej wspomniany żel hialuronowy,
nie musicie się o to martwić, wystarczy dodać go do toniku.
Taka miksturkę wystarczy stosować raz dziennie, najlepiej na noc.


Oprócz produktów z witaminą C, do rozjaśnienia i odświeżenia cery
idealnie sprawdzi się tonik z 10% - 15% roztworem glukonolaktonu. Jest to kwas,
z rodzaju PHA, czyli polihydroksykwasów.
Działa na podobnej zasadzie jak kwasy AHA ( np. kwas glikolowy )
czy BHA ( np. kwas salicylowy ),
jednak odrobinę wolniej oraz
bez efektów ubocznych w postaci nadwrażliwej, podrażnionej
i łuszczącej się cery.
Pięknie cerę rozjaśnia, wygładza,
spaja jej strukturę. Redukuje
przebarwienia powierzchniowe, np blizny potrądzikowe. Jednak jego najważniejszą
zaletą jest fakt, że nie jest
światłoczuły, przez co można używać
go nawet w trakcie "słonecznych" miesięcy :).
To takie małe cudo, którym warto się zainteresować :).
Dostaniecie go między innymi tutaj.

Mam nadzieję, że wpis jest dla Was przydatny
i wyciągniecie z niego potrzebne Wam informacje :)

Do następnego !


Share this post !


Related posts

4 komentarze

  1. ja pielęgnuje swoja cerę tak, jak każe dermatolog :3


    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja do dermatologa nie chodzę, nie potrzebuję, bo to, co sama robię w domu w zupełności mi wystarcza, na cerę nie mogę narzekać :) Nie uważam się za specjalistę, ale używam pewnych produktów, co do których jestem pewna i mogę je polecić. Dlatego to robię, może komuś się przyda ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post. Ja będę musiała się wybrać chyba do dermatologa
    http://mydreamand-i.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne produkty!!
    pooositivee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń